'Od zawsze jestem tą płytką i tylko tą, której zależy na popularności' - opisałaby mnie tak połowa dziewczyn z
Szłam chodnikiem na którym było pełno kałuż. Cały dzień padał deszcz. Ubrana w mokre już ciuchy, z kapturem na głowie szłam szybko do mojego celu. Byłam przy domie mojego chłopaka, Sam'a. Podeszłam do drzwi i mocno w nie zapukałam. Otworzyła mi jego mama.
- Ohh, Carmen skarbie, jesteś cała przemoczona! - powiedziała Sasha. Była bardzo opiekuńczą kobietą. - Chodź do środka. Sammy jest u siebie.
Kobieta uśmiechnęła się do mnie ciepło, co ja natychmiastowo odwzajemniłam z czystej sympatii. Szłam po schodach w kierunku pomieszczenia, w którym znajdował się chłopak Do czasu, w którym będę mogła być sobą dzieliły mnie jedynie chwile... To uczucie nie do opisania.
Zapukałam. Gdy usłyszałam ciche 'proszę', otworzyłam drzwi i weszłam do pokoju. Sam siedział na łóżku z laptopem na kolanach. W powietrzu można było wyczuć jeszcze dym papierosa. Palił. Gdy mnie zobaczył, odłożył urządzenie na boki wstał, aby się ze mną przywitać. Odgarnął kosmyk moich włosów i założył mi go za ucho. Zaraz po tym, chciał mnie pocałować, ale nie pozwoliłam mu na to. Nie chciałam tego. Nigdy nie był dla mnie delikatny, nigdy nie był dla mnie romantyczny, nigdy nie był nawet szczery w stosunku do mnie. W sumie, nasz związek był tylko i wyłącznie na pokaz. Razem byliśmy niepokonani, byliśmy tą najpotężniejszą i najpopularniejszą parę w szkole. Nikt nie odważył się nam podskoczyć.Ale teraz już nie ma nas i to mnie cieszy. Właśnie NAS "zabijałam".
- Nie, sam... - popatrzyłam się w jego niebieskie oczy, które były piękne i nie zaprzeczam, że mi się podoba.
- Ale o co Ci chodzi!?! - powiedział nieco podniesionym tonem, co mi się nie spodobało. Zazwyczaj mówił troszkę zamulonym głosem, ale nikt nie zwracał na to uwagi.
- Sam... to z-znaczy.... - zaczęłam się lekko jąkać, bo ie wiedziałam jak mu to powiedzieć. stwierdziłam, że najlepiej w prost. - To koniec naszego związku! Zrywam z tobą!
Teraz to ja podniosłam głos. Musiałam to w końcu z siebie wyrzucić.
- Carmen, czy ty oszalałaś?! - zawsze mówił do mnie pełnym imieniem. Nie lubiłam tego, ale w sumie każdy tak mówił...
- Ale ja się wyprowadzam! Z resztą nigdy do siebie nie pasowaliśmy! Kogo my oszukujemy. wiesz co mam tego dość! Nasz wiązek był zwykłym pozerstwem. Udajesz głupiego, czy nigdy tego nie zauważyłeś!? - możliwe, że trochę przesadziłam.
Chłopak popatrzył się na mnie jak na idiotkę. chciałabym w tym momencie móc wyczytać jego wszystkie myśli.Wiedzieć co o tym sądzi. Jego spojrzenie w jednym momencie zaczęło mnie krępować, a każdy jego ruch, który wcześniej coś dla mnie znaczył, teraz był bezsensowy...
- Okej. - powiedział spokojnie, a zarazem w jego głosie można było wyczuć brak uczuć i chłód, który zaczął mnie odstraszać. - Tylko tak zacząłem się zastanawiać cy ty naprawdę jesteś taka głupia cy tylko udajesz... Dopiero teraz to wszystko zauważyłaś? Myślałem, ze zawsze dobrze wiedziałaś, że nigdy nie byłem z tobą z jakiejś wielkiej miłości. W ogóle nie byłem z tobą z miłości ha!
To mnie zabolało. Może i to wiedziałam, ale nie byłam tego pewna, nigdy. Nawet gdyby, na pewno nie chciałam tego wszystkiego usłyszeć z jego ust.
Stałam jak wryta i nic nie mogłam z siebie wydusić. Popatrzyłam się w oczy Sam'a. widziałam w nich złość i nienawiść.
- może w końcu ruszysz swoje szanowne cztery litery? - powiedział i jego twarz zmieniła swój wyraz. teraz widać w nich było nutkę zniecierpliwienia.
Popatrzyłam na niego groźnie, po czym bez słowa wyszłam najpierw z jego pokoju, a następnie z domu.
Biegłam w stronę swojego domu dosyć szybko. Chciałam jak najszybciej naleźć się w swoim pokoju. W połowie drogi, nie miałam już siły na biegnięcie, więc szłam moim zwyczajnym tempem. Nie przeszkadzał mi już fakt, że byłam przemoczona do ostatniej nitki. Najważniejsze było to, że nie miałam już nim nic wspólnego, a jedynym uczuciem jakim go darzyłam była nienawiść.
Po około 15 minutach weszłam cicho do domu. Mój tato spał na fotelu. Jak zwykle usnął przed telewizorem. Wszędzie w domu było porozstawiane pełno pudeł. Nic dziwnego. W końcu za 3 dni wyprowadzamy się.
Mimo, że starałam się być jak najciszej, oczywiście musiałam potknąć się o karton, który z hukiem spadł ze schodów.... Tato się obudził.
- Carmen, to ty? - zapytał zaspanym głosem.
- Tak tato, idź się już połoz do łóżka... - powiedziałam, a bardziej rozkazałam.
- nie, nie.... ja oglądam. - odparł od razu.
" tak, tak oglądasz" - pomyślałam i bez słowa poszłam do swojego pokoju.
Wzięłam szybki prysznic i od razu położyłam się spać. Nie miałam siły na nic.
***
Następnego dnia rano porozmawiałam z tatą, że przez ostatnie 3 dni nie chcę już chodzić do szkoły. Wytłumaczyłam, że wtedy będzie ciężej rozstać mi się z "przyjaciółmi". Tak na prawdę było całkowicie inaczej. Nie chciałam, by ci ludzie się na mnie patrzyli. Znam Sam'a na tyle dobrze i wiem, że na pewno rozpowiedział już wszystkim jakąś plotę. Coś w stylu, że go zdradziłam i dlatego musiał zerwać. Z Sam'em zrywaliśmy już parę razy, ale zawsze w końcu do siebie wracaliśmy. To robiło się już nudne. Dobre, że tym razem na pewno do niego nie wrócę.
***
Ostatnie 3 dni w Leeds minęły szybko... wsiadłam do auta i włożyłam słuchawki do uszu.
"na pewno nie będę tęskniła za tym miejscem" - pomyślałam a chwilę potem usnęłam.
***
Chłopcy i dziewczynki
Oni wszyscy lubią Carmen
Rozkochuje ich w sobie
Mrugając swoimi bajkowymi oczami
Oni wszyscy lubią Carmen
Rozkochuje ich w sobie
Mrugając swoimi bajkowymi oczami
______________________________________________________________
______________________________________________________________
Heeeeejka! Witam was 1 rozdziałem :D Myślę, że nie jest najgorszy...
ughhh.... nawet nie wiecie jak się starałam!
a za niedługo będę miała szablon, więc będzie cudownie!
ZAPRASZAM NA MOJEGO ASKA!

