poniedziałek, 6 maja 2013

TWO

SRIAL KILLER - two




-córciu, jesteśmy na miejscu- budził mnie tato, gładząc przy tym moje włosy.
"o tak, jesteśmy w londynie" – pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. -Okej, już ide. - odparłam nadal zaspana, otwierając oczy i przeciągając się.
Zabrałam się za wychodzenie z auta. Popatrzyłam na dom, w którym byłam już nie raz. Z zewnątrz nic, a nic się nie zmienił. Miętowe ściany, zostały jedynie jeszcze raz pomalowane. Cieszyłam się, że mój tata postanowił nie robić większych zmian. Z tym miejscem wiązało się tak wiele moich wspomnień, może i nie wszystkie są tymi miłymi, ale i tak większość z nich jest związana z moją mamą...
Moj ojciec wziął walizki do domu, więc ja nie musiałam niczego nieść. Otworzyłam drzwi do naszego nowego/starego domu. Jeszcze parę minut temu, byłam pewna, że nic się nie zmieniło. Jednak źle myślałam. W środku prawie wszystkie meble były nowe. Dom był urządzony bardziej nowocześnie, ale nadal wszystko było strasznie podobne.
Cieszyłam się, że od teraz to właśnie londyn jest moim domem, ale tutaj nie znałam kompletnie nikogo... byłam sama. W sumie w Leeds nie było lepiej, ale tam przynajmniej miałam się do kogo odezwać, a nie tylko wieczorne rozmowy z zapracowanym ojcem. Nie miałam mu za złe, że dużo pracował. W końcu wiedziałam, że wszystko robi z myślą o mnie. Kochałam go i starałam się robić wszystko, żeby mu pomóc i nie sprawiać problemów, tak jak w naszym starym miejscu zamieszkania. Tu było inaczej. Nie musiałam nikogo udawać. Mogłam być sobą, Carą. Nie Carmen. Mimo wszystko nie lubiałam jak ktoś do mnie mówił Carmen, ale zawsze się tak przedstawiałam. To mama dała mi imie. Była hiszpanką, a w tym języku Carmen znaczy pieśń. Mama zawsze powtarzała, iż jestem jej ukochaną pieśnią, małą kochaną Carą. Z wyglądu nie byłam podobna do mamy, wdałam się w tatę. Szkoda.
Wprowadziliśmy się w środku pół rocza. Nie było to dla mnie dobre, a i znalezienie liceum nie jest łatwe w londynie. Naszczęście szef mojego ojca, załatwił mi również miejsce w szkole, w której uczy się jego syn. Gdyby nie to przeprowadzalibyśmy się dopiero w wakacje.
Do szkoły jeszcze nie chodziłam. Postanowiliśmy, że pierwszy tydzień w nowym miejscu moge sobie odpuścić. Rozpakowałam się i wszystkie inne rzeczy, które zabraliśmy z Leeds. Dobrze się tu czułam.
Był piątek. Tata jak zwykle w pracy, a ja nudziłam się w domu. Postanowiłam pierwszy raz wyjść z domu, gdzieś się przejść, czy coś.
Ubrałam na siebie zwykłe czarne leginsy, dłuższą szarą bluzkę z wizerunkiem Lany Del Rey, a na to jeansową kurtkę. Na nogi ubrałam stare białe converse.
Szłam przed siebie, w sumie sama nie wiedziałam gdzie. Doszłam do jakiegoś parku. Przechodziłam koło zakochanych par, z ich oczu, aż tętniła miłość. A ja miałam tylko nadzieję, że mnie też to kiedyś spotka, że pewnego dnia spotkam moją prawdziwą miłość. Kogoś z kim będę się dopełniała, kogoś z kim będę rozumiała się bez jakichkolwiek zbędnych słów. Tak, tylko tego naprawdę potrzebuję do szczęścia.
W którymś momencie, poczułam, ze już dosyć długo nie ma mnie w domu. Chciałam zobaczyć, która jest godzina. Szukałam swojego telefonu po kieszeniach, ale w nie było go.
-cholera jasna... - zaklnęłam pod nosem, ale chyba troszeczkę za głośno, bo starsza kobieta, która koło mnie przechodziła, popatrzyła się tylko na mnie krzywo i pokręciła głową. Trudno... mogła, aż tak bardzo nie wytężać swojego słuchu.
- Po około piętnastu minutach prób, do przypomnienia sobie drogi powrotnej zrezygnowana usiadłam na najbliższej, wolnej ławce i schowałam twarz w dłonie, oddychając przy tym jakimiś ćwiczeniami na uspokojenie, których uczyła nas kiedyś jakaś wytapetowana panienka prowadząca nam warsztaty o agresji.
"W końcu się na coś przydała." - pomyślałam już trochę uspokojona.
Z moich jakże ciekawych przemyśleń wyrwał mnie czyjś głos.
Coś się stało?
Podniosłam twarz z dłoni i moim oczom ukazał się chłopak, mniej więcej w moim wieku. Na głowie miał burzę loków. Uśmiechał się do mnie ciepło ukazując przy tym rząd swoich śnieżnobiałych zębów i urocze dołeczki.
- Tak trochę... no bo ja tak jak by... - przeciągałam. - tak jak by.... się zgubiłam.
Powiedziałam w końcu. Sama się z tego zaśmiałam i znowu schowałam twarz w dłoniach.
mogę ci jakoś pomóc? - spytał chłopak.
- z chęcią cię wykorzystam... - popatrzyłam się w oczy chłopaka, które jak się okazało były zielone. - możesz mi na przykład powiedzieć jakim autobusem mam jechać, zamówić mi taksówkę, bo jestem tak inteligeną osobą, że zapomniełam telefonu. Możesz też pokazać mi w którą stronę mam iść.... coś, cokolwiek.
Chłopak się zaśmiał. Wyglądał na bardzo miłego...
- Okej, ale może najpierw powiedz mi gdzie mieszkasz?
Oczywistą rzeczą jest to, że powiedziałam mu na jakiej ulicy mieszkam.
- w sumie... to nie daleko. Możemy się przejść lub pojechać autobusem. Jak wolisz? - powiedział lokaty.
- jak to my? - zaśmiałam się jak głupia, ale no ok. Pewnie i tak się więcej nie zobaczymy.
- tak to. Mieszkam na tej samej ulicy. - powiedział słodko i poszliśmy.
Szliśmy w ciszy. Nie przeszkadzało mi to w sumie, bo mogłam spokojnie oglądać wszystkie miejsca, koło których przechodziliśmy. W bodajże połowie drogi mój towarzysz się odezwał.
- tak w sumie, to się sobie nie przedstawiliśmy... - uśmiechnął się, ponownie ukazując mi swoje dołeczki. - Jestem Harry, Harry Styles.
Nie wiedziałam po co przedstawia mi się w dosyć oficjalny sposób, ale postąpiłam tak samo. 
- A ja Carmen. Carmen Grand... - powiedziałam pewnie, odwzajemniając uśmiech. 
- długo mieszkasz w londynie? Ughhh... głupie pytanie, gdybyś mieszkała długo, to pewnie byś się nie zgubiła. - zaśmiał się. 
- Ej nooo... nie śmiej się ze mnie! - uderzyłam go lekko z bara, sama się śmiejąc z całej sytuacji. - to jest mój pierwszy tydzień w Londynie. To znaczy, mieszkałam już tu kiedyś, ale wyprowadziłam się mając 9 lat do Leeds.
- Okej, to wszystko wyjaśnia... wyjaśnia to fakt jak mogłem nie zauważyć tak ślicznej dziewczyny, mieszkającej niedaleko mnie. 
Ejejejej... Ty już tak nie słodź mi tutaj co. - powiedziałam moją dziwną składnią. Chciałam żeby brzmiało to poważnie, ale coś mi się nie udało i wywołałam tym śmiech jak i mój, tak i Harry'ego. - Dobra, nie nic...
Do mojego domu doszliśmy po jakichś 30 minutach. Było bardzo, ale to bardzo miło. To nic, że w tak dziwny sposób poznałam Harry'ego, to nic, że już pewnie nigdy więcej się nie spotkamy... Ważne dla mnie było to, że spędziłam już w Londynie chociaż jeden dzień w miły sposób, z miłą osobą.
 - A ty mieszkasz dalej? - spytałam chłopaka.
 - Taak, w tamtym domu. - wskazał na dom obok mojego i wybuchł śmiechem, a ja mu zawtórowałam.
 - Ohh yeaaa... znam swojego sąsiada! - wystrzerzyłam się.
Z lokatym rozmawiałam jeszcze chwile, po czym zawołała go jego mama, więc pożegnaliśmy się i poszliśmy do swoich domów. Od razu przy wejściu w moje nozdrza uderzył zapach naleśników.
Od razu zorientowałam się, że to oznacza, i mój tato wrócił wcześniej z pracy. Szybko ściągnęłam buty i kurtkę, którą powiesiłam na wieszaku i wręcz pobiegłam do kuchni.
 - hej tato! - powiedziałam, a raczej krzyknęłam i przytuliłam rodzica.
 - Uuu... widzę, e moja córeczka ma dobry humor. - zaśmiał się i pocałował mnie w czoło. - Leć umyć ręce, już prawie gotowe.
Poszłam do łazienki, zrobiłam to o co prosił mnie ojciec i wróciłam.
Usiedliśmy do stołu, nałożyliśmy sobie jedzenie na talerz i od razu zaczęliśmy rozmawiać.
 - Domyślam się, że zwiedzałaś dzisiaj Londyn? - zapytał ciepłym głosem tata.
 - O ile zgubienie się w parku, z telefonem w domu można nazwać zwiedzaniem... - powiedziałam pogodnie. - ale na szczęścia pomógł mi nasz sąsiad, którego przy okazji poznałam.
 - Mała Cara wychodzi pierwszy raz z domu w nowym miejscu i od razu kogoś poznaje... to jest talent. - zaśmiał się ojciec.
Kto jak kto, ale mój tato, był człowiekiem, który zawsze, ale to zawsze miał dobry humor. Podobnie jak moja mama i nawet chyba to ich między innymi połączyło.
Kiedy w końcu sobie pogadaliśmy i zjedliśmy, postanowiłam iść się umyć. Podreptałam do swojego pokoju, wyciągnęłam z komody bieliznę i ubrania, po czym weszłam do łazienki, która przysługiwała mojemu pokoju.rozebrałam się i weszłam pod prysznic, o którym marzyłam już parę godzin...strumienie gorącej wody spływały po moim ciele, a ja myślałam co może przynieść mi następny dzień, co może wprowadzić do mojego życia.
Po jakichś 40 minutach położyłam się na łóżku, ale przypomniałam sobie, że od wczoraj nie sprawdzałam ani facebook'a, ani twitter'a, więc znowu wstałam, wzięłam laptopa biurka i wróciłam to łóżka. Zalogowałam się na obie strony. Najpierw ogarnęłam twittera, ale tam nie działo się nic ciekawego. Żadnej akcji, mało ciekawych postów... Gdy jednak otworzyłam facebook'a zobaczyłam, że mam jedno zaproszenie. Otworzyłam zakładkę i zobaczyłam, że do znajomych zaprosił mnie Harry Styles, mój sąsiad. Od razu przyjęłam zaproszenie, po czym weszłam na jego profil, żeby pooglądać jego zdjęcia. Większość z jego zdjęć była z jakichś imprez. Czyli lubił poszaleć...
Przerwano mi oglądanie jakże cudownych zdjęć chłopaka, pisząc do mnie.

Nie boj się mnie, nie wstydź się,
Odchodząc od mojego delikatnego zmatwychstania.
Idolu róż, ikono duszy,
znam twoje imię.
Zaprowadź mnie na wojnę
Z twoim olśniewającym kierunkiem.

// Elo :D witam was nowym rozdziałem! Przepraszam, że tak długo nie pisałam, ale najpierw nie miałam czasu/ chęci, a potem małe problemy z internetem.
Teraz to już jestem ubezpieczona na brak weny. 8))) mam napisany jeden rozdział do przodu. To znaczy jest napisany do połowy. Od teraz postaram się dodawać conajmniej jeden rozdział w tygodniu.
Trochę się rozpisałam.......................to do następnego! <3
PS. przepraszam za wszystkie błędy, naprawdę się starałam i nie do końca wyszło tak, jak bym chciała ;//
+ napisałam 1500 słów! Mój rekord 8)))))

2 komentarze:

  1. czekam na następny <3333

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej! Zapraszam na mojego bloga! http://moje-imaginy-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

O mnie